Frywolitka z Milaczkiem

11:55:00

      Dzisiaj wpis książkowo-robótkowy:))
W ostatnim tygodniu przeczytałam 2.5 książki Magdaleny Witkiewicz, te 0.5 książki jeszcze się czyta :)) Zaczęłam od "Milaczka", potem były "Panny roztropne" i na koniec "Szczęście pachnące wanilią".
Część pierwsza tej trylogii to udany debiut literacki M. Witkiewicz, której styl niektórzy porównują do stylu M.Szwaji (?).
 Milaczek to Milena - panna przed 30-tką marząca o wielkiej miłości i szczupłej sylwetce, dlatego cyklicznie odchudza się jakimiś specyfikami w proszku, ale lubi czekoladki i wino "Kadarkę" z Biedronki... Autorka splata losy mieszkańców gdańskiej Zaspy w węzeł nie do rozwikłania. Bachor, czyli Zuzanka Wolicka odstrasza potencjalne kandydatki na macochę, ale Milenka- sąsiadka z góry- przypada jej do gustu. Trzeba się będzie nieźle nagłówkować, aby dorośli, czyli tata i Milenka zauważyli, że są dla siebie stworzeni. Jest jeszcze ciocia  Zosia, starsza pani, która udziela Milence życiowych rad, jak postępować z mężczyznami... A po osiedlu szwenda się wszystkożerny pies Parys Antonio o nieco filozoficznym usposobieniu, który z rozmarzeniem myśli o lodach i innych pysznościach, które czasami przez przypadek wpadają do jego bezdennej paszczy.
"Panny roztropne" to kontynuacja losów bohaterów poznanych w części pierwszej, natomiast w "Szczęściu pachnącym wanilią" pojawia się kilka nowych postaci, ale wszyscy związani są z cukierenką na gdańskiej Zaspie. Oj, dużo się dzieje w tych powieściach:))
        Książki skrzą humorem, bawią zgrabną fabułą i nietuzinkowymi bohaterami. Na jesienne wieczory oraz na mniejsze lub większe smuteczki są idealne. Można się pośmiać i doskonale bawić, przeżywając wraz z bohaterami  zwariowane przygody. Powieści M. Witkiewicz są lekkie, łatwe i przyjemne - czysty czytelniczy relaks, choć raczej nie zapadają na dłużej w pamięci...
       Od kilku dni intensywnie zajmuję się frywolitką igłową. Właśnie rozpoczęłam lekcję 12 z włoskiego kursu, o którym wspominałam w poprzednim wpisie. To, co robię, to małe formy - kolczyki, potem będą bransoletki, ale nie przejmuję się tym, dla mnie najważniejsze jest poznanie podstaw techniki i sprawne posługiwanie się  igłą, choć ta na zdjęciach nie jest prawdziwą igłą frywolitkową. Czekam na przesyłkę z frywolitkowym sprzętem - właśnie przesyłka dotarła. Idę wypróbować nowe igły:))
 
Wpis wędruje na wspólne dzierganie i czytanie u Maknety - banerek na pasku bocznym.
 
Pozdrawiam:)

You Might Also Like

28 komentarze

  1. Podziwiam zapał, bardzo mi się podoba ta technika tylko ciągły brak czasu...zdradz tajemnice jak ty to robisz, że masz czas na tyle ciekawych rzeczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Izo:) Nie pracuję na etacie, a gdy pracowałam to i tak miałam nienormowany czas pracy łącznie z dyżurami nocnymi. Czasami pracowałam 3 godziny, a czasami 15, a zaczynałam np. o 24...To naprawdę uczy dyscypliny czasowej:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Widzę, że zabawę z frywolitkami kontynuujesz. I fajnie, bo to piękna technika. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Właśnie zrobiłam kolczyki kwiatkowe na nowej igle:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Frywolitka wciąga a widzę, ze już jesteś zainfekowana tym wirusem :D
    czekam na dalsze efekty i prace w naszych wyzwaniach :)
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Reniu:) Kolejne kolczyki właśnie się wyprodukowały:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Frywolitkę kocham od dawna ,ale bez wzajemności :(
    Życzę powodzenia w nauce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego bez wzajemności? Obejrzyj te filmiki od pierwszego i na pewno załapiesz, o co chodzi. Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Podziwiam, że spróbowałaś tej metody !!! Już widać, że są postępy i znów czymś nas zaskoczysz i przyciągniesz . Ja zawsze zachwycam się frywolitkowymi cudami, ale jak dotąd nie spróbowałam. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawsze zachwycałam się frywolitkami. Podziwiałam u innych tę umiejętność i pomalutku sobie dojrzewałam, aż wreszcie spróbowałam i okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Widzę, że zostałaś zafrywolitkowana :) a książki ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak zafrywolitkowałam się na całego:)) A książki faktycznie lekkie i przyjemne:)

      Usuń
  7. Uroczy książkowy wir widać, że humorowo przypadły Ci te pozycje do gustu :) może kiedyś zajrzę.
    Uśmiecham się do Twojego zapału frywolitkowego i cieszę się, że odważyłaś się spróbować.
    Mam nadzieję, że będziesz zadowolona to szalenie wdzięczna technika, coś o tym wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki lekkie i do pośmiania, a że ostatnio coś mi nie do śmiechu, więc tym bardziej mi się podobały. Obiecałam sobie, że zrobię codziennie przynajmniej jedną lekcję z tego włoskiego kursu - trochę to ambitne, ale myślę, że w ten sposób opanuję podstawy w stopniu zadawalającym, a potem pomyślę co dalej, bo czółenka też już czekają w kolejce:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Zapowiada się ciekawie i już widać, że będzie pięknie:-) Z niecierpliwością czekam na efekt końcowy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agnieszko:) A ja czekam na Twoje butelki w barwach tęczy:)

      Usuń
  9. Super. Bardzo fajnie frywolitka wygląda :) Może i ja kiedyś spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Spróbuj - będziesz zdziwiona, że nie jest to trudne, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Jejku ależ piękny kolorek masz na tę frywolitkę. Tez bym chciała popróbować, ale kiedy??? Pokazuj postępy jestem bardzo ciekawa i trzymam mocno kciuki zdolniacho!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Elu:) Będę pokazywać swoje dokonania, mimo iż za wysokich lotów nie będą, ale tak to już jest na początku nauki:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Do frywolitki sądzę, że zabrakłoby mi cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie zabrakłoby Ci cierpliwości, te małe formy robi się dość szybko, a większe - wiadomo-zajmują więcej czasu...

      Usuń
  12. Ojej, frywolitka, tez chce sie nauczyc, a jak na razie zuplenie mi nie wychodzi.... Nie jestem az tak zdolna jak TY...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo się zarumienię:) Elu, przejrzyj te filmiki na YT, do których jest link we wpisie. Naprawdę wszystko jest wyraźnie pokazane - co i jak robić i nawet, jak się nie zna włoskiego to można załapać, o co chodzi. Warto zacząć od lekcji 1. Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Frywolitki zawsze były dla mnie przsłowiową wyższą szkołą jazdy. Szczerze podziwiam takie umiejętności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero zaczynam swoją frywolitkową przygodę. Dzisiaj spróbowałam frywolitki czółenkowej i trochę się zdziwiłam... Jakoś inaczej to sobie wyobrażałam:))

      Usuń
  14. Frywolitka mnie zachwyca, jednak jest nie na moje oczy - powodzenia.

    Kadarka kojarzy mi się z pewną panią, z którą miałam przyjemność pracować. Pani owa miała w sobie coś damy, więc byłam przekonana, że i wino, którym nas częstowała podczas swoich imienin w pracy nie jest pospolite. A potem zobaczyłam je w Biedronce i... czar prysł. Nie, żebym miała coś przeciwko Biedronce, która jest moim sklepem przydomowym i którą często odwiedzam, ale wydawało mi się, że damy nie pijają trunków tam dostępnych w bardzo przystępnych zresztą cenach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie znałam tego wina, ale po przeczytaniu książki z ciekawości zerknęłam na półki w tesco (bo mam bliżej niż do biedronki) i też czar prysł...Stały dwa rodzaje tej Kadarki - jedna za 11 zł, a druga za 14zł...Muszę doczytać na etykiecie, bo domyślam się, że to słodkie wino. Frywolitka szczególnie czółenkowa faktycznie jest drobniutka, ale jakoś daję radę. Pozdrawiam:)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie:)

Popularne posty

Facebook

Liebster blog

Znalezione obrazy dla zapytania liebster blog award

Subscribe