Makabra i Nurmilintu

12:42:00

              Mam jakieś dziwne wrażenie, że przez wakacje wpadam w "niedoczas" . Niby mam więcej czasu, ale jakoś go mniej - zapewne to kwestia właściwej, a raczej niewłaściwej organizacji dnia... Wczoraj długo zastanawiałam się nad książką, którą chciałabym Wam polecić albo odradzić. W ubiegłym tygodniu nadal czytałam powieści Ch.Link , z dziecięciem na głos czytam ciąg dalszy przygód Neta, Felixa i Niki, ponadto przeczytałam "Rękę" Henninga Mankella, jednak dzisiaj chciałabym przedstawić książkę sprzed kilku tygodni, a mianowicie "Ostre przedmioty" Gillian Flynn.
            Pierwszą książką tej autorki, którą przeczytałam była "Zaginiona dziewczyna" , zapewne znana większość z filmowej wersji. Nie powiem, spodobała mi się fabuła, zaskakująca intryga, bohaterowie uwikłani w trudne wybory i nie zawsze jasne motywy działania...Minusem było zakończenie otwarte, stwarzające autorowi doskonałą okazję do napisania ciągu dalszego powieści, jeśli okaże się ciekawa dla czytelnika. 
Sięgnęłam więc po "Ostre przedmioty", mając już jakieś wyobrażenie o pisarstwie G.Flynn. Dziennikarka Camille po latach wraca do rodzinnego miasteczka, by napisać artykuł o morderstwach, jakie popełniono w tej spokojnej prowincjonalnej mieścinie. Morderstwa są tym bardziej przerażające, iż dokonano ich na dziewczynkach, a sprawca wyrwał swoim ofiarom zęby. Brniemy wraz z Camille przez fragmenty śledztwa, rozmowy z mieszkańcami, trudne relacje z własną matką, dziwne relacje z młodszą siostrą...Niepokój narasta, a rozwiązanie sprawy wcale nie jest oczywiste. Odkrywamy mroczne tajemnice Camille i jej rodziny. Sekrety się mnożą, zagadki nie rozwiązują się, wręcz przeciwnie wszystko się coraz bardziej gmatwa i plącze. Wiadomo, że zdarzenia z teraźniejszości i przeszłości to klucze do odkrycia sprawcy. Wszystkich nurtuje pytanie "Dlaczego sprawca wyrwał  ofiarom zęby?", wreszcie na to pytanie znajdujemy odpowiedź - jest ona makabryczna i przerażająca...
Książkę polecam - nie jest to tylko i wyłącznie thriller. Psychologiczne aspekty osobowości bohaterów są na równi ważne z intrygującą zagadką detektywistyczną. Autorka umiejętnie buduje napięcie i mnoży tropy, by wreszcie doprowadzić czytelnika do zaskakującego finału.
        Poprzednią chustę skończyłam - można obejrzeć ją w tym poście. Obecnie - chyba bardziej zauroczona piosenką niż samą chustą - robię Nurmilintu , którą widziałam na Waszych blogach. Kiedy na blogu Wiolety usłyszałam fińską melodię "Nuku, nuku...", tak mi się spodobała, że nie patrząc na nic od razu przystąpiłam do produkcji, choć bardzo nie lubię ściegu francuskiego...

Kolorek nieco wściekły, ale będę go "gasić" ciemnym brązem, więc powinno być dobrze:)
Wpis wędruje na wspólne dzierganie i czytanie u Maknety.
Pozdrawiam:)

You Might Also Like

40 komentarze

  1. Dzieki za polecenie ksiazki :) Te chuste tez widzialam, wydaje sie prosta. Ja zas bardzo lubie scieg francuski, nie lubie lewych oczek... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chusta nie jest skomplikowana, ale ten ścieg francuski jest trochę męczący:)) Książka jest intrygująca. Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Chusta zapowiada się ciekawie, ja lubię taki kolor. Co do książki to chyba się skuszę i przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę polecam:) A chusta będzie fajna i energetyczna , dzięki temu kolorkowi:) Dziękuję ślicznie i pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Chusta zapowiada się na urocza , a za polecenie czytadełek dziękuję , pozdrawiam Dusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Dusiu za miłe słowa i pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Ja również nie przepadam za ściegiem francuskim, ale w tym połączeniu po prostu nie mogło go zabraknąć. Kolorek idealny na słoneczną jesień z pięknie wybarwionymi liśćmi klonu lub buka :)) Czyli reasumując bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie właśnie jest założenie - chusta na wczesną jesień:) Dziękuję ślicznie i pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Bardzo mi się podoba chusta i zestawienie jej z brązem może być strzałem w 10. Książka zapowiada się mrocznie, na wakacje raczej jej z sobą nie zabiorę, ale jak już naładuję akumulatorki to kto wie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka faktycznie nieco mroczna, ale czyta się dobrze:) Dziękuję ślicznie i pozdrawiam:)

      Usuń
  6. O! Widzę, że też podchwyciłaś ten sam wzór chusty co ja ostatnio. Prawda,że dzierga się ją z przyjemnością?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - widziałam Twoją chustę i Wiolety - obie śliczne, wiec produkuję swoją:) Wzór faktycznie przyjemny, choć nie przepadam za ściegiem francuskim. Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Ja też nie lubię ściegu francuskiego, ale w tej chuście się sprawdza:D

      Usuń
  7. Podejrzałam sobie chusty z cyklu "Nurmilintu" i jestem nimi oczarowana tak jak nigdy nie byłam chutowo/apaszkowa i nie bardzo nosiłam pod szyją tak w tym roku zapragnęłam coś takiego mieć :)

    Coś wiem o trwaniu w "niedoczasie", najgorzej jest jak właśnie ma się go pod dostatkiem, a i tak brakuje na wszystko. Czasami mam wrażenie, że jak mamy go mniej jesteśmy w stanie lepiej i sprawniej wszystko zaplanować i ogarnąć co, kiedy.

    Kolor (jak dla mnie i mojego monitora) malinowy wydaję się taki promiennie słodki :) może nie będzie potrzeby go niczym gasić ? :) Pozdrawiam i życzę miłego dziergania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, im mniej mamy czasu, tym bardziej potrafimy się zmobilizować i lepiej go wykorzystać. Ten kolor określiłabym jako pomarańczowy róż :)) Chusty i szale lubię, bo jestem z tych wiecznie marznących:)) Ten wzór nie jest skomplikowany i robi się dość szybko. Dziękuję Julio i pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Znalazłam go sobie na Ravelry może spróbuje sobie przypomnieć jak się dłubało na drutach, gorzej, że nie mam takiej normalnej włóczki pod ręką same kordonki :) jedyna jaka ostała po przeprowadzce to wściekle neonowo zielona włóczka :P

      Usuń
    3. Też mam jedną taką wełenkę jadowicie zieloną, ale o niej pomyślę w sierpniu:)) W razie czego będziemy wyróżniać się z tłumu:))

      Usuń
  8. Chusta ma bardzo apetyczny kolor, jak owocowa Hubba Bubba i gasić jej niczym nie trzeba.

    Z czasem tak już jest, że im więcej go, tym mniej. Na początku mojego osiemnastomiesięcznego L4 cieszyłam się, że będę miała tak dużo czasu dla siebie. Pod koniec, choć obowiązków mi nie przybyło, miałam go już bardzo mało, bo zdążyłam rozleniwić się jego ilością i nawet powrót do pracy nie pomógł mi w lepszej organizacji dnia mimo, że wcześniej, podobnie jak Julia z komentarza wyżej, tym lepiej byłam zorganizowana, im więcej miałam obowiązków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to znam jeszcze ze studiów zawsze pod koniec semestru brakowało na wszystko czasu człowiek nagle potrafił wszystko. Może po prostu nie którzy lepiej funkcjonują trwając w przysłowiowym deadlinenie ;) Mnie osobiście trochę tego brakuję dlatego sama na siłę próbuję sobie narzucić jakiś wąski plan działania z różnymi efektami ;)

      Usuń
    2. Macie rację, czasami przysłowiowy nóż na gardle potrafi zdziałać cuda i nagle jesteśmy ze wszystkim w gotowości bojowej... Pamiętam, jak na studiach przed egzaminami pilnie musiałam umyć okna, zrobić żakardowe skarpetki, upiec szarlotkę ...byle tylko szerokim łukiem omijać notatki, z których miałam się uczyć. Teraz wolę planować coś z wyprzedzeniem i dążyć do realizacji tego niż pogrążać się w "niedoczasie", ale czasami po prostu coś nie wychodzi... Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. No to zachęciłaś mnie do przeczytania książki :)
    Trafia na moją już i tak długą listę :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zachęciłam:) Książka naprawdę trzyma w napięciu prawie do końca. Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. O! "Zaginionej dziewczyny" nie znam, ale skoro polecasz Ty, fanka Kosika i Mankella, to już wiem, że i mnie się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki G.Flynn to thrillery, w których motywy psychologiczne bohaterów i intryga kryminalna traktowane są na równych prawach. Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Takie ksiązki lubie najbardziej i z pewnościa przeczytam. Dziekuje za jej polecenie. Zapisałam " do przeczytania. Twoja husta będzie fantastyczna mimo tego francuskiego ściegu, za którym równiez nie przepadam. Myśle, że i tak całość wypadnie wspaniale. Czasu kochana mamy tyle samo tylko kiedy nas nic i nikt nie pogania zwalniamy po prostu tempo. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Haniu:) Z czasem masz 100% rację, a zatem muszę podkręcić tempo, zanim popadnę w totalne lenistwo:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Śliczna chusta. Też jestem szczęśliwą posiadaczką Nurmilintu i jest ona jedną z najintensywniej przeze mnie użytkowanych chust! Twoją na pewno też będzie się świetnie nosić, zwłaszcza że kolorek jest rewelacyjny :)
    Polecaną przez Ciebie książkę wrzucam na listę "do przeczytania". Lubię takie klimaty ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorek jest mocny - w sensie dosłownym i przenośnym:)) A książkę polecam, bo trzyma w napięciu do końca. Autorka jest mistrzynią w tworzeniu mylnych tropów i błędnych poszlak. Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Tak właśnie zastanawiałam się nad "Zaginioną dziewczyną"... A teraz którą byś bardziej polecała po przeczytaniu obu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zaginiona dziewczyna" rozczarowała mnie nieco zakończeniem, ale czytałam z niecierpliwością, nie mogąc doczekać się wyjaśnienia sprawy. Trudny wybór, ale chyba bardziej poleciłabym "Ostre przedmioty", jeśli lubisz mroczne tajemnice rodzinne, makabryczne zabójstwa, zawikłaną fabułę i zaskakujące zakończenie:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Książka po przeczytaniu Twojej recenzji wydaje się być ciekawą. Świetnie piszesz, bardzo przyjemnie czytało mii się ten post :) A kolor chusty jest super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Książka na pewno spodoba się miłośnikom thrillerów i zawikłanych zagadek kryminalnych. Pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Slicznie wyglada ta chusta. Otwarte zakonczenie w ksiazce, to dla autora bardzo dyplomatyczny wybieg, bo jak stanie sie bestsellerem, to potem bedzie mogl dopisywac kolejne tomiska i zyc z tego, przez cale zycie. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest - jeśli powieść osiągnie sukces, to można dopisać ciąg dalszy i odcinać kupony przez resztę życia:) Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
  16. Podziwiam styl wpisu. Połaczenie w jednym poście recenzji książki i opowieści o szyciu. Jestem pod wrażeniem połaczenia tematów: zboczenic/morderca i rekodzieło. :) Tekst jest mocny. Podzieliłem się wpisem ze swoimi czytelnikami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię niekonwencjonalne połączenia, wtedy pojawia się element zaskoczenia:)) Już lecę zerknąć do Ciebie, bo nick masz intrygujący, zważywszy na płeć:)

      Usuń
  17. Ja niestety mam dwie lewe ręce do dziergania. I mamę, i babcię, które robią różne cuda na szydełku i drutach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, znam to - moja mama też tworzy cudeńka na szydełku:)) Bardzo długo miałam dwie lewe ręce do wszystkiego, a na lekcjach szycia ciągle myślałam, że prędzej przeszyję sobie palec na wylot niż coś zszyję:)) Było to szalenie frustrujące:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
  18. Widzę w końcu znajome klimaty : Felix, Net i Nika- bardzo przyjemnie się czytało zwłaszcza 12 latkowi ( mnie ) reszty książek niestety nie kojarzę . Widzę jednak ,że jest tam wątek kryminalny a że kocham kryminały to mam nadzieję, że niedługo dotrę do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Neta i spółkę czytamy wspólnie z 10-letnim synem, stąd takie klimaty:)) A książki G.Flynn polecam - są to dobrze napisane thrillery z fabułą trzymającą czytelnika w napięciu do końca. Pozdrawiam:)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie:)

Popularne posty

Facebook

Liebster blog

Znalezione obrazy dla zapytania liebster blog award

Subscribe