Massandra i sekwoje

15:55:00

         Kolejna podróż po Krymie zawiedzie nas do Massandry słynącej z win... Z Jałty wyruszamy marszrutką. Wysiadamy na przystanku i pouczeni przez kierowcę ruszamy w stronę pałacu. Idziemy z pewną dozą niepewności, bo nigdzie nie widać żadnej tablicy informacyjnej, ani żadnego człowieka... Zasada "Koniec języka za przewodnika" w takich warunkach jest nieaktualna. Skręcamy w prawo, w lewo i nic... Idziemy dalej. Nagle stajemy przed tablicą informacyjną przy wejściu na teren pałacowo-parkowy. Po drodze mijamy budki, w których można spróbować lokalnych win i zakupić w plastikowych butelkach. Grzecznie dziękujemy - wina będziemy kupować w sklepie...
        Park krajobrazowy wkomponowany jest w  tło, czyli majaczące w oddali wzgórza. Błękit nieba miesza się z ciemną zielenią lasów. Jest gorąco - tu niestety nie czuć morskiej bryzy, która tak przyjemnie orzeźwia trochę bliżej morza.
Naszym oczom ukazuje się  niezwykłe architektoniczne dziwo. Dosłownie zamieramy w bezruchu, bo z której strony nie patrzymy, ciągle mamy wrażenie, że coś krzywo zbudowali ten pałac:))
Kupujemy bilety i czekamy w chłodnym hallu na przewodnika, który obowiązkowo oprowadza po wnętrzach grupy zorganizowane i niezorganizowane, czyli nas:)) Pani zaczyna opowiadać niezwykłą historię pałacu o polskich korzeniach, ponieważ teściowa hr. Michaiła Woroncowa - matka Elżbiety Branickiej i jednocześnie żona hetmana F.K. Branickiego (tak...zdrajcy narodowego...) - podarowała mu tę posiadłość. Rozpoczęto długoletnie przebudowy, a po śmierci syna Woroncowa pałac nabył car Rosji Aleksander III. Pałac w założeniu miał być pałacykiem myśliwskim o romantycznych walorach... Jednak wyszło z tego architektoniczne cudo w stylu barokowym, a właściwie neobarokowym, w którym łatwo zauważyć przerost formy nad treścią...
Rodzina carska nie spędzała tu wolnego czasu - wolała pobyt w pałacu w Liwadii. Ktoś potrafił wykorzystać ten fakt, bo -jak zapewniała przewodniczka- w swoim czasie sprzedawano bilety, by móc naocznie zobaczyć pusty pałac:)) Ponoć chętnych nie brakowało...
Dzisiaj sale wyglądają tak, jakby mieszkańcy na chwilkę wyszli na spacer i zaraz wrócą...Na stołach stoją zastawy, w wazonach żywe kwiaty i tylko panie z obsługi przypominają, że już nikt tu nie wróci...

Z każdym pomieszczeniem wiąże się jakaś ciekawa opowieść - jedne z czasów carskich, inne, gdy po II wojnie światowej przebywali tu dygnitarze byłego ZSRR, aby odpocząć od trudów rządzenia państwem. Pani przewodniczka wyraźnie podkreśla, że renowacja pałacu była możliwa, dzięki dotacjom płynącym z Rosji. Gdy dotacje się skończyły, prace wstrzymano...
W parku podziwiamy rzeźby i  stylizowane fontanny z żółtą, podejrzanie wyglądającą cieczą, przed którą ostrzega rosyjski napis "Ostrożnie. Toksyczne". Spoglądamy na siebie ze zdumieniem, bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zanurzyłby rąk w tej substancji w obawie, że mu odpadną... Największy podziw wzbudzają 47- metrowe sekwoje górujące nad parkiem i okolicą. 
Wracamy na przystanek, by w nieznośnym upale czekać na autobus do Jałty. Autobusy ponoć jeżdżą regularnie według rozkładu, tylko ktoś zdarł rozpiskę, więc czekaliśmy dość długo:))

W następnym podróżniczym wpisie kilka słów o Kijowie.
Zapraszam na wspólne zwiedzanie:)






You Might Also Like

6 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie:) Miłego dnia:)

      Usuń
  2. świetnie sie czyta Twoje opowieści:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa:) Pozdrawiam ślicznie:)

      Usuń
  3. O i znowu fajna wycieczka się trafiła. Tym razm darmowa. Dziękuję Anetko. Miło było poczytac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Haniu:) Myślimy od jakiegoś czasu o zamkach Bawarii, a Twoja relacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto:) Pozdrawiam:)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie:)

Popularne posty

Facebook

Liebster blog

Znalezione obrazy dla zapytania liebster blog award

Subscribe