Annis i czytelnicza pokuta

12:59:00

         Nadal czytam powieści Ch. Link, a z dziecięciem skończyliśmy czytać na głos powieść o przygodach Felixa, Neta i Niki. Wczoraj wieczorem kupiliśmy kolejnego e-booka z tej serii, ale zamiast spać ryczeliśmy ze śmiechu, czytając o koszmarnej podróży w towarzystwie włochatego, nieco znerwicowanego yorka i czterech zakonnic o niezwykłych imionach...
         Jednak książka, o której dzisiaj napiszę, jest dość specyficzna i moja historia z nią zaczęła się ponad 20 lat temu, kiedy w spisie lektur obowiązkowych, uzupełniających i dodatkowych znalazła się ta pozycja. W te pędy poleciałam do biblioteki, wypożyczyłam tę klasykę literatury polskiej okresu powojennego i przystąpiłam do czytania. Zaczęło się nieźle i raczej, jak na literaturę tzw. wysokich lotów, dość nietypowo. Już na pierwszych stronach pojawił się trup w krzakach i żandarmi,  usiłujący dociec przyczyn śmierci nieszczęśnika... Czytałam, czytałam.. Doczytałam do 93 strony. Dalej nie mogłam. Zdeterminowana poszłam na egzamin, wyposażona w "wiedzę" ze studenckich bryków, która wyglądała mniej więcej tak " w krzakach leży trup, a dalej jest o idei platońskiej". Nie pozostało mi nic innego, jak uwierzyć na słowo, że tak właśnie jest. Egzamin zdałam, książkę oddałam do biblioteki i na ponad 20 lat zapomniałam o niej, aż któregoś dnia na jednym z blogów o tematyce literackiej przeczytałam recenzję tego dzieła. Hmmm - reżyserzy z Hollywood mogą uczyć się od Buczkowskiego budowania napięcia (?!) itd.. Hmmm- niesamowite. A ja głupia nie przeczytałam takiej wspaniałej książki. W te pędy poleciałam do biblioteki, gdzie pani bibliotekarka wyparła się książki w pierwszym momencie, ale po sprawdzeniu przyniosła mi ją z czeluści magazynu - nieco zakurzoną. Byłam ostatnią osobą, która książkę czytała dawno temu. W domu zachłannie rzuciłam się do lektury, niesłychanie ciekawa cóż takiego wspaniałego ominęło mnie po tej magicznej 93. stronie. Czytałam i nic. Nudne! Czytałam na głos, czytałam w myślach, czytałam po 6 stron dziennie i wpadałam w czarną rozpacz. Wręcz zmuszałam się do czytania... Rozumiem, że wielokulturowość; rozumiem, że tło wielonarodowościowe; rozumiem, że łamanie schematów narracyjnych; rozumiem, że wielopłaszczyznowość...Wszystko rozumiem, ale czasami kiedy myślę o "Kamieniu w pieluszkach" Leopolda Buczkowskiego, którego twórczość niektórzy kojarzą z "Czarnym potokiem", zastanawiam się czy naprawdę musiały zginąć jakieś drzewa, aby świat mógł poznać to dzieło...
Książki zdecydowanie nie polecam, chyba że w ramach jakiejś czytelniczej pokuty:))
Zapewne każdy z nas ma w swoim czytelniczym dorobku taką lekturę absolutnie nie do czytania, podzielcie się swoimi doświadczeniami - czego nie byliście w stanie przeczytać do końca albo co Was totalnie rozczarowało, mimo dobrych recenzji.

         Robię szal - miał być Annis, ale zmodyfikowałam sobie wzór i mam coś na kształt pierwowzoru, ale inne:)) Dodałam ażurów w bordiurze, bo wydała mi się za wąska...A teraz już przerabiam te rzędy skrócone, nadając szalowi odpowiedni kształt.

Pozdrawiam:)

You Might Also Like

48 komentarze

  1. Anette a mam takie książkowe pozycje np. http://ksiazkizzakladkami.blogspot.com/2014/04/dorota-masowska-paw-krolowej.html
    Nigdy więcej tej autorki, nie moja bajka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie jestem fanką twórczości D. Masłowskiej. Można powiedzieć, że debiutowała na moich oczach i już wtedy miałam pewną wątpliwość co do jej pisarstwa, ale oczywiście to kwestia gustu:) Pozdrawiam Elu:)

      Usuń
  2. Znaczy się po 20 latach zaczęłaś czytać tę samą książkę od 93 strony czy od początku ;) ? Masz Ty kobieto niebanalną pamięć ! ;)

    Pierwsza książka jaka przyszłą mi do głowy, którą wrzuciłabym na listę "raczej nie" to nieszczęsna Tokarczukowa i "Bieguni" o ile Prawiek nawet z przerwami udało mi się przetrawić na Biegunach sromotnie poległam w niezrozumieniu ;/ jakoś nie potrafię się zaprzyjaźnić z literaturą Pani Tokarczuk jest chyba dla mnie zbyt eteryczna i przekombinowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętałam mniej więcej fabułę do tej nieszczęsnej 93. strony, ale zaczęłam czytać od początku - z zapałem neofity gotowego na odkrycie wielkiej tajemnicy... Do str. 93. jakoś szło, a potem zaczęła się czytelnicza gehenna:)) Z O.Tokarczuk miałam podobne doświadczenia i wrażenia, jak Ty. Przez chwilę nawet miałam wyrzuty sumienia, że chyba nie mam gustu konesera, bo recenzje były pełne ochów i achów, a ja tego nie czułam... Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
    2. no popatrzcie a ja w Oldze Tokarczuk jestem zakochana no oprócz jednej pozycji - własnie na "Bieguni" poległam, ale "Prawiek" rewelacja

      Usuń
    3. :D Si dokładnie tak tak samo się czułam, że brak mi humanistycznego gustu, że nie potrafię docenić takie metaforycznej autorki jak Olga. Prawie tak jakbym nie potrafiła docenić polskiej literatury ;) Cieszę, się, że nie jestem w tej opinii sama co wcale nie oznacza, że nie mamy gustu tylko inne upodobania literackie :)

      Usuń
  3. Oj, trochę takiech pozycji które rozczarowały mimo obiecujących recenzji niestety było…
    A w temacie rękodzielniczym, to jakie Ty masz tempo z tymi szalami? Co chwilkę nowy nam tu prezentujesz:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dobre tempo w produkcji szali/ chust :)) Jednym okiem oglądam dr House'a , a drugim zerkam w robótkę. Mam nadzieję, że nie nabawię się zeza rozbieżnego:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Jestem więc pod wrażeniem nie tylko ilości ale i podzielności uwagi:) Uściski

      Usuń
    3. Bardzo dobrze się dzierga i supełkuje oglądając dr H. sama praktykowałam to z wielkim zapałem ku początkowemu niezrozumieniu mojego Lubego, który dziwił się, że "przecież Ty nawet nie patrzysz". Patrzę słucham, dziergam :] dr H., sezon Gry też.. i Chirurdzy skończyli wiec teraz dziergam przy końcówce 3 sezonu Domku z Kart :P

      Usuń
    4. Właśnie tak to wygląda, jak opisałaś:) Nie znam Domku, ale zobaczę, co to za serial - może mi przypasuje:)

      Usuń
  4. "Czarny potok" przeczytałam, ale nie pytaj mnie, o czym tam było. To też była moja pokuta. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czarny potok" też miał być taką niezwykłością konstrukcyjno-fabularną, ale tam mamy choć częściowo zarysowaną fabułę, czyli czytelnik mniej więcej wie, o co chodzi:)) O ile dobrze pamiętam jest tam opis walk partyzanckich na Podolu... Oj, ulotna jest ta nasza pamięć:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Oj takich książek przez które nie przebrnęłam mimo cudnych recenzji jest całe mnóstwo, może dlatego, że mi czytanie ma sprawiać tylko przyjemność i zakładam, że w tym temacie nic nie muszę, wiec po prostu odpuszczam nawet jeżeli może się kiedyś okazać, że wyjdę na prostaka;) A szl wygląda kusząco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście mam podobne zdanie do Twojego - czytanie ma być przyjemnością, a nie męczarnią...Niestety, niektóre "cudowności" czytałam, bo musiałam:)) Dziękuję ślicznie:)

      Usuń
  6. co do książek to wolę kryminały- przy dobrych ciężko jest się nudzić:D
    a szal zapowiada sie ciekawi, choć mnie coś tu na chustę wygląda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię kryminały - m.in. ostatnio wręcz namiętnie czytuję Ch. Link. Szal , według mnie, jest chustą, ale we wszystkich opisach ten wzór występuje jako szal, więc tak go nazwałam:)) Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  7. Niestety tak już jest recenzje swoje, a życie swoje. Dlatego lubię czytać Wasze propozycję bo w tym gąszczu wydawniczym ciężko wyłuskać perełki. Dla mnie książką, którą czytałam 2 razy i to do około 320 str z 382 jakie ma moje wydanie jest "Sto lat samotności" Gabriela Marqueza i jak słyszę opinie niektórych moich znajomych, że to książka, która odmieniła ich życie to po prostu nie rozumiem w jaki sposób. Może jeszcze do niej nie dorosłam i kiedyś znowu do niej podejdę....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami tak jest, że potrzebujemy drugiego, a nawet trzeciego podejścia :) Pamiętam, że w moim otoczeniu po pierwszym wydaniu były same zachwyty, a po roku ludzie nie pamiętali, o czym jest książka...I to jest trochę smutne, bo jeśli coś nas porusza, to raczej to pamiętamy. Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Od jakiegoś czasu bardzo uważnie dobieram lektury, a że po latach praktykowania wiem mniej więcej co lubię, to nie zdarzają mi się pokuty. Na ogół. Bo są wyjątki, nie tak dawno postanowiłam się zmierzyć z Ulissesem, bo klasyka, bo nawiązania, odwołania. Dotrwałam do smarków w morzu i się poddałam. Potrzebuję jednak w swoich zajęciach hobbystycznych pewnego poziomu estetyki.
    Ale dawno temu ugrzęzłam właśnie w Stu latach samotności, strasznie cierpiałam do połowy, odłozyłam na całe lata. I powrót był olśnieniem. Piękny jest. tak więc - nie ma reguły. Do Buczkowskiego jednak po raz trzeci nie namawiam. :)
    A skoro o estetyce - to Twoja bodiura śliczna. I Nako widzę - milusie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wełenka miła w dotyku, choć nie wiem, co będzie po praniu:) Ulisses wymaga chyba pewnego psychicznego nastawienia ze względu na ów sławetny strumień świadomości, ale z drugiej strony nie wszyscy musimy czuć się dobrze z takim sposobem narracji i w tym typie prozy.
      Oj, Buczkowski to naprawdę ewenement, chyba nie tylko w moim odczuciu:)) Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Książki nie do przejścia zdarzają się każdemu - chociaż czytam dużo i wszelkie gatunki, nigdy nie mogłam przebrnąć przez "Nad Niemnem". Opisy, które wg wielu osób są zaletą książki - dla mnie były nie do ogarnięcia. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz, ale póki co... ;)
    A szal piękny, wzór bardzo mi się podoba, a kolor taki delikatny i pastelowy :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy pierwszy raz czytałam "Nad Niemnem", trafiłam na egzemplarz, w którym czyjaś życzliwa ręka umieściła ołówkiem adnotacje w stylu "opis przyrody str. 5- 15" lub "opis np. błota, z którego pyta prof. Iksińska" :))) Oczywiście, przeczytałam dokładnie omijając wszystkie opisy przyrody:)) Dopiero po latach przeczytałam od początku do końca, a jak zobaczyłam Niemen w 100% doceniłam te opisy - mimo upływu czasu i zmiany warunków życia i bycia... Dziękuję i również pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Fajny wpis. Będę unikać :-) A szal zapowiada się ciekawie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, trzeba zdecydowanie unikać:)) Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Twój szal zapowiada sie wspaniale, lubię taki kolorek, co do ksiażkito cię podziwiam. Ja bym jej nie czytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc przeczytałam to po latach, bo zaintrygowała mnie ta super pozytywna recenzja - no cóż podejrzewam, że ten, kto ją napisał, książki na oczy nie widział... Dziękuję za miłe słowa:)

      Usuń
  12. Dziękuję za szczerość:) Ja się mordowałam z uznaną książką dłuuugo, wymęczyłam ją a teraz nie mogę się zabrać za recenzję... Ale obiecuję, że będzie niedługo - niech to będzie niespodzianka:) Co do autorów to ja w ogóle mam problem, bo najlepiej mi się czyta poezję i... dramaty (!) Serio. Każda powieść, kawałek epiki, to wyzwanie... Dzięki za ostrzeżenie:) A szalo-chusta zapowiada się pięknie:)) Pozdrawiam, Gosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest - jedni lubią poezję, inni jej w ogóle nie rozumieją, więc nie ma co się męczyć tym, co nam się nie podoba i nie jest w naszym stylu:) Czekam z niecierpliwością i ciekawością na recenzję. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Nie każda książka polecana przez znawców literatury musi nas porwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem filologiem z wykształcenia i tak naprawdę coraz rzadziej trafiam na prawdziwe perełki literackie...Niestety, jest to smutne. Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Ile książek, tyle czytających. Nie wszystko musi nam się podobać. Książka musi sprawiać przede wszystkim przyjemność, ale o tym nie muszę nikogo przekonywać. Na szczęście okres lektur szkolnych mam za sobą. Jednak nie wszystkie źle wspominam:)
    Chusta ma piękny kolor i dobrze dobrany wzór.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej zgadzam się z Twoja opinią i też cieszę się, że lektury szkolne mam za sobą, choć nie powiem niektóre przeczytałam z przyjemnością po latach:) Dziękuję i serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Recenzji książek nie czytam, choć z racji zawodu powinnam, ale swego czasu czytałam "zachęty", bo recenzjami tego nazwać nie można, publikowane w luksusowych czasopismach dla kobiet. Po recenzje sięgam wtedy, gdy książka wywarła na mnie wrażenie i mam ochotę dowiedzieć się, co myślą o niej inni. Przez jakie tytuły nie przebrnęłam? Niektóre z lektur szkolnych, których i tak czytałam niewiele - "Zbrodnia i kara", "Lalka", czy "Mistrz i Małgorzata" - tę ostatnią przeczytałam w ubiegłym roku i... oderwać się od niej nie mogłam i żałowałam, że taka krótka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam recenzje i z coraz większą zgrozą stwierdzam, że często piszą je osoby, które tych książek w ogóle nie czytały... Przykre to... "Mistrz i Małgorzata" jest rewelacyjny i ma doskonałe tłumaczenie, bo przeczytałam sobie w oryginale:) "Zbrodnia i kara" wywarła na mnie ogromne wrażenie, ale pozostałe powieści Dostojewskiego (uznawane za lepsze) po prostu przeczytałam - bez większych fajerwerków... Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Ja mam wrazenie, ze recenzujace osoby -owszem - czytaly, ale staraja sie na sile do ksiazki zachecic... Chyba wydawca czy ktos taki im za to placi ;)

      Usuń
    3. Czytam blog pewnej pasjonatki czytania, która pracuje w domu pisząc recenzje. Z tego co wiem, dostaje dużo książek i ma niewiele czasu na przeczytanie i zrecenzowanie ich i jeśli te recenzje wyglądają tak samo, jak niektóre na jej blogu czytelniczym (widać, że pisane z nożem na gardle i na odwal), to dziękuję, wolę recenzji nie czytać.

      Usuń
    4. Może mamy na myśli ten sam blog... Kiedyś czasami zaglądałam na pewien blog czytelniczy, ale z czasem rozkręcił się tak bardzo, że jakość przeszła w ilość i to hurtową :)) Nieźle uśmiałam się przy niektórych recenzjach książek Ch. Link -od razu było widać, że recenzent zrecenzował książkę chyba patrząc na obrazek z okładki...Miłego dnia:)

      Usuń
  16. A jak fajnie dla odmiany wiedziec, czego nie czytac ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami potrzebna jest taka mała odmiana:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
  17. Dzieki za ostrzezenie :D Ja mam tak, ze jak cos mnie nudzi to bez wyrzutow sumienia rzucam w kat i chwytam za inna ksiazke ;)
    A ta chusta ma tak absolutnie przepiekny kolor, ze az sie rozplynelam na krzesle :) dodanie azurkow bylo moim zdaniem dobrym ruchem. Wyglada odpowiednio :) no ale oczywiscie musisz pochwalic sie skonczonym dzielem i wtedy porzadnie ocenimy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odwiedziny:) Często stosuję taką zasadę, jak Twoja, bo książka ma sprawiać przyjemność, a nie męczyć czy dręczyć... Chustą pochwalę się - mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam:)

      Usuń
  18. Ja nie miałam tej książki w spisie lektur, co nie oznacza, że moje lektury były zawsze świetne :) Mam taki sposób na książkę - czytam do setnej strony, jeżeli mi się nie spodoba, odkładam. czasem są takie książki, które "rozkręcają" się po kilkudziesięciu stronach. Uważam, że czytanie powinno być przyjemnością, nie wszystko musimy przeczytać.
    Piękną chustę robisz!
    Miłego dnia!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny :) Czasami czekam, aż się książka rozkręci, ale czasami nie mam cierpliwości i rzucam bez większych wyrzutów sumienia. Ten Buczkowski jakoś wybitnie zalazł mi za skórę i musiałam go wykończyć:)) Oczy wiście, mam na myśli książkę:)) Pozdrawiam:)

      Usuń
  19. W zasadzie to nie mam z zwyczaju porzucania książek. Co zaczęłam czytać, to kończę. Ale miałam parę wielkich rozczarowań, które pomimo zachwalania strasznie mnie wymęczyły. Największą taką porażką był "Cień wiatru". Przeczytałam, wymęczyłam się i do tej pory nie rozumiem skąd ten zachwyt...
    A chusta będzie cudna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie:) O, nie znam książki, o której wspominasz, aż mnie łapki świerzbią, żeby zaraz jej poszukać:) A tak serio - zdarzyło mi się porzucić książkę, szczególnie gdy minęłam magiczną setną stronę, a fabuła najwyraźniej zmierzała donikąd... Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  20. Tekst: "w krzakach leży trup, a dalej jest o idei platońskiej" rozbawił mnie nie mniej niż sam tytuł "Kamień w pieluszkach" O losie ubawiłam się :)))) W ramach czytadeł do poduszki polecam książki Anny Mulczyńskiej - może to nie jest o idei platońskiej, ale za to główna bohaterka jest z kręgu tych co my - czyli "handmaderek" (no i powstało nowe słowo :))) Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakość studenckich opracowań właśnie tak się prezentowała - tu trup, a tam idea platońska:)) Poszukam polecanych przez Ciebie książek, bo lubię takie klimaty:) Pozdrawiam:)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie:)

Popularne posty

Facebook

Liebster blog

Znalezione obrazy dla zapytania liebster blog award

Subscribe