Analfabetka i początek nowej serii:)

15:11:00



    Po zmianie szaty graficznej bloga przyszła kolej na zmiany merytoryczne, czy jak kto woli tematyczne. Blog nadal będzie blogiem z radosną twórczością handmade, ale chciałabym poszerzyć go o nowe kategorie - podróże z dzieckiem i książki, które namiętnie czytam.

Mam nadzieję, że uda mi się wprowadzić ten zamiar w życie. Dzisiaj post o książkach, a raczej książce:)
 
    Czytam dużo, bo lubię :) Czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce, nie przejmując się zbytnio, że coś jest niemodne, coś mało poczytne, coś już dawno "przeminęło z wiatrem"... Oczywiście, osoby szukające recenzji książek z czytelniczych list bestsellerów mogą czuć się rozczarowane, bo po pierwsze raczej rzadko będę pisać o bestsellerach, a po drugie moje oceny lektur niewiele będą miały wspólnego z klasycznymi recenzjami. Raczej będą to bardziej niż subiektywne przemyślenia na temat książki.


     Pierwszą książką, którą chciałabym przedstawić jest "Analfabetka, która potrafiła liczyć" Jonasa Jonassona.                                                           


    Był sobotni wieczór, a ja nie miałam nic nowego ani ciekawego do czytania, zerknęłam na stronę empiku, co tam mają w promocji. O, "Analfabetka..." Dokonuję wyboru na chybił-trafił, a może podświadomie sugeruję się okładką? Szybciutko kupuję, przelewam pieniądze i za chwilę ekran kindla ożywa. Ściąga książkę. 


                                                    (zdjęcie pochodzi ze strony empik.com)

Po chwili mogę zagłębić się w lekturze. Czytam, czytam i nagle po grzbiecie przelatuje mi dreszcz zgrozy. O matko, co ja kupiłam! Książkę o apartheidzie, RPA lat 70-tych XX w., małej czyścicielce latryn z Soweto... Tylko nie to...


Czuję się nieco zaskoczona - nagle przypominam sobie, że w jakiejś recenzji czytałam, iż jest to " zwariowana i przezabawna opowieść", a tu co? Latryny, smród, przemoc, dominacja białych... 


I nagle daję się ponieść fabule. Już wsiąkam w nią sercem i duszą. Czytam, a godziny mijają. Noc zbliża się ku końcowi, a ja nie mogę się doczekać, jak skończy się zagmatwana i nieprawdopodobna historia o małej, czarnoskórej sierocie, która zmienia się na oczach czytelnika w dojrzałą kobietę, szukającą miłości i swojego miejsca na ziemi...I nikt nie może jej w tym przeszkodzić - ani zapijaczony inżynier nieudacznik, ani pamiętliwi agenci Mosadu, ani szwedzcy anarchiści i rojaliści razem wzięci.  A wszystko, czego szuka, znajduje w skandynawskim miasteczku, a konkretnie w magazynie poduszek z .... nadprogramową bombą atomową jako wygodnym siedziskiem do snucia marzeń, które w końcu się spełniają:)
Nareszcie mogę odetchnąć z ulgą.
     Książka niezwykła, faktycznie przezabawna, pełna nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, które w realu nie miałyby szans na zaistnienie. Komizm miesza się z ironią, czasami nieco gorzką... Wszyscy bohaterowie są w pewien sposób niezwykli - oddani, czy wręcz opętani jakąś ideą, dążą do jej uskutecznienia prawie po trupach...

   "Analfabetkę.." czyta się jednym tchem:) Polecam!





You Might Also Like

0 komentarze

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie:)

Popularne posty

Facebook

Liebster blog

Znalezione obrazy dla zapytania liebster blog award

Subscribe