Dzień 1. blogowego wyzwania, czyli kilka słów o mnie...

20:57:00



O mnie...

       Tak naprawdę trudno pisać o sobie, ale biorę udział w 5-dniowym wyzwaniu u  Alexis Ross "Blogging Boost Challenge", więc spróbuję   napisać kilka zdań o sobie. Może nie tak całkiem serio...Niestety, mam dwudniowy poślizg, ale może organizatorka przymknie oko na tę wpadkę:)))

      Mój blog, co widać na pierwszy rzut oka, jest o blogiem o radosnej twórczości handmade. Lubię ten rodzaj działalności, bo jest szalenie kreatywny i inspirujący, a poza tym pozwala stworzyć coś z niczego.
Śmiało mogę napisać, że żadnej techniki  handmade się nie boję. Oczywiście, nie znam wszystkich, ale wychodzę z założenia, że wszystkiego można się nauczyć; trzeba tylko chcieć:)

      Jako dziecko byłam wybitnym antytalenciem we wszelkiego rodzaju robótkach ręcznych. Zajęcia praktyczno-techniczne, czyli dawne ZPT w szkole, to była dla mnie  prawdziwa udręka i mordęga w sensie dosłownym i przenośnym :) I gdyby tych lekcji nie prowadziła starsza pani, która przeżyła piekło obozu kobiecego w Ravensbruck, to zapewne nie gościłabym za często na tych lekcjach.... Pani opowiadała straszliwe historie, a ja usiłowałam coś tam zrobić z marnym skutkiem...Potem zabierałam robótkę do domu i zaczynało się latanie po bliskich, krewnych i znajomych, a głównie sąsiadach:))
Mama pomogła przy mereżkowej chusteczce, sąsiad (!) z naprzeciwka przy hafcie krzyżykowym, sąsiadka z dołu przy produkcji okropnych papci na drutach...itd...
Mogę się przyznać, że jedną z niewielu rzeczy, które wyprodukowałam samodzielnie był szalik dla malutkiej laleczki. Szalik miał 10 cm długości i 2,5cm szerokości. Robiłam go cały tydzień, modląc się o niewykłucie sobie oka, ponieważ jeden drut trzymałam na sztorc niczym maszt:))) Szaliczek był bardzo solidny i ścisły. Można było ułożyć z niego każdą figurę geometryczną i wcale się nie deformował:))) Największym problemem było  zawiązanie go na szyi lalki...
Potem było szydełko - oj, też było zabawnie. Nigdy nie wiedziałam, co wyjdzie z tej mojej robótki.  Kiedy planowałam berecik, wychodziła piękna falbaniasta spódniczka dla lalki...Zdumiewało mnie to niesamowicie:)))
Szycie na maszynie dostarczało raczej horrorystycznych doznań. Ciągle miałam wrażenie, że przyszyję sobie palce do materiału i krew będzie się lała na wszystkie strony, ale jakoś udało mi się przetrwać  zajęcia z "szycia maszynowego".
Dzisiaj śmieję się z tego, ale wtedy pewno nie było mi do śmiechu...

      Oczywiście, mogłabym tu pisać o swoim wykształceniu, kwalifikacjach i innych sprawach z mojego życia zawodowego czy osobistego, ale jakie to ma znaczenie... Radosną twórczość handmade każdy może tworzyć bez względu na wykształcenie, kwalifikacje, wiek itd...itd...


      Na koniec zdjęcie mojego wówczas rocznego dziecięcia, które zdjęło ze sztalug obraz, jaki akurat malowałam i radośnie tworzyło swoją własną sztukę - ugniatania niedoszłego krajobrazu :)))  No cóż - podobrazie nieco się zdeformowało i już do niczego się nie nadawało po kontakcie z małymi, kreatywnymi łapkami...


Pozdrawiam, szczególnie tych, którzy dotrwali do końca:)


You Might Also Like

2 komentarze

  1. Najpiękniejsze są rzeczy "hand made" - to niepowtarzalne cudeńka, kawałek serca osoby, która je zrobiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadzam się z Tobą w 100%. Każda praca tego typu jest nasycona pozytywną energią stwórcy, bo nie da się być kreatywnym i pełnym inwencji z naburmuszoną miną, prawda? Dziękuję ślicznie i pozdrawiam:)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie:)

Popularne posty

Facebook

Liebster blog

Znalezione obrazy dla zapytania liebster blog award

Subscribe